Angielski i psychologia
  Ciekawe artykuły
 

 


Wieża Babel Strona do druku Wyslij link z adresem artykulu
20.03.2008.
Perfekcjonizm, krytyk wewnętrzny, brak motywacji, nieodpowiedni nauczyciel, źle wybrany sposób uczenia się. Kluczem do rozwiązania trudności, jakie napotykamy, ucząc się języków obcych, może okazać się wiedza psychologiczna. Nauka języka obcego to nie tylko słówka i konstrukcje zdań, to konkretny człowiek z całą swoją złożonością.


ALEKSANDRA MALINOWSKA, Mus: Czy wiedza psychologiczna może pomóc w opanowaniu języka?
MARZENA WASILEWSKA, lingwistka, tłumaczka i lektorka angielskiego oraz terapeutka pracy z procesem:
Praca psychologiczna z językami dopiero się zaczyna. Nauczyciele korzystają z tej wiedzy intuicyjnie, i jednym przychodzi to łatwiej, a innym trudniej. Prowadzę warsztaty pod tytułem „Wieża Babel – czemu wciąż nie mówię w obcym języku pomimo wielkich wysiłków”. Przychodzą na nie ludzie, którzy doświadczają różnych barier, ograniczeń w nauce. Kluczem do ich rozwiązania jest właśnie wiedza psychologiczna.

Psychologia


















Zatem co ma wspólnego psychologia z nauką języków obcych?

Po pierwsze trzeba zdać sobie sprawę, że język obcy to obca kultura. Niezależnie od tego, czy uczymy się słowackiego, czy japońskiego. Po drugie warto mieć świadomość, że język jest nadawaniem znaczeń rzeczom istniejącym i te wszystkie znaczenia zależne są od naszego ja. To my je nadajemy poprzez nasze doświadczenia. Ojczystego języka też się uczymy w jakiś okolicznościach, określonym środowisku.  Znamy go różnie, mamy różny zasób słów, różne możliwości ich łączenia, kojarzenia, myślenia logicznego. Psychologia ma dużo do powiedzenia w uczeniu się własnego języka, a co dopiero kiedy człowiek ma już ukształtowany jakiś system znaczeń oraz schematów i musi przyjąć drugi, inny. I jeszcze połączyć oba te systemy w jakąś jedność, która będzie wewnętrznie spójna. 

Ludzie mają różne predyspozycje do nauki języków.
Tak, bo ludzie są różnie biologicznie ukształtowani. W uczeniu się języków sporą rolę odgrywają też różnice płciowe. Na ogół to kobietom łatwiej jest się ich uczyć, bo jesteśmy lepsze w mówieniu i komunikacji. Oczywiście, istnieją wyjątki po jednej i po drugiej stronie, ale jest to silnie uwarunkowane lateralizacją półkul. 

Każdy z nas jest inny.
I każdy inaczej doświadcza świata. Język to komunikacja. Musi być nadawca i odbiorca, ale między nimi jest kanał, czyli środek. Naszym środkiem nie są jedynie słowa. I z tego trzeba sobie zdawać sprawę - że język to są nie tylko słowa, ale także komunikacja niewerbalna. Czyli mowa ciała, odczuwanie, wzrok. W kanale słuchowym są wszystkie przerwy w mówieniu, zająknięcia, cała intonacja. To też istotne rzeczy. Niektórzy na przykład wstydzą się przekroczyć bariery innej intonacji. A intonacją w każdym języku wyrażamy intencje.

Jakich ograniczeń doświadczają ludzie podczas nauki języków obcych?
Najczęstszą przeszkodą jest krytyk wewnętrzny. To jest chyba największa bariera, która przeszkadza ludziom mówić. Żeby powiedzieć coś w obcym języku, krytyk wewnętrzny musi się upewnić, że się nie wygłupi. Głównie przed sobą samym. Ten głos płynie z wewnątrz i jest skutecznym hamulcem.

Co jeszcze może przeszkadzać?
Na moje warsztaty przychodzą ludzie, którzy napotykają na przeróżne problemy. Na przykład ktoś na lekcjach mówi bez problemu, a potem staje twarzą w twarz z obcokrajowcem i słowa nie może wydusić. Albo ma na przykład trudności z rozmawianiem przez telefon, bo kiedy brakuje kontaktu wzrokowego z ustami, ma kłopoty w usłyszeniu.

Albo boi się wysyłać e-maile. 
Też takich spotkałam. Boi się, że jak w e-mailu zrobi błąd, to będzie dowód, że czegoś nie umie. Za tym może stać prerfekcjonizm, który ogromnie przeszkadza w przełamaniu barier. Bo uważamy, że mnie nie wolno się pomylić. A jak po polsku piszemy e-maile? Bez interpunkcji, z literówkami, nie zawsze gramatycznie. A w obcym języku nie dajemy sobie prawa do robienia błędów. Kto powiedział, że nie można robić błędów?

Psychologia










Co jeszcze może nas hamować?
Na przykład brak dobrej motywacji albo pierwsze negatywne doświadczenie z użyciem języka. Człowiek uczy się, uczy a potem ma miejsce jakieś wydarzenie i rezygnuje. Na poziomie świadomości nie wie, co takiego właściwie się zdarzyło, ale często dochodzi do wniosku, że po prostu nie ma zdolności językowych. Tu jest ogromne pole do pracy dla psychologa. Z tymi wszystkimi barierami można pracować m.in. metodami psychologii zorientowanej na proces. Metoda ta głęboko dociera do doświadczenia płynącego z ciała. Te, nawet minimalne, sygnały potrafimy wykorzystać do tego, żeby dowiedzieć się jakich barier doświadczamy. Jaka jest ich prawdziwa przyczyna.

Co konkretnie robicie na warsztatach?
Wykonujemy ćwiczenia, które penetrują różne obszary doświadczenia człowieka. Jest ich dziesięć. Pięć pierwszych ukierunkowanych jest na to, co nam przeszkadza. Pięć kolejnych poświęconych jest temu, żeby odkryć co nam może pomóc w nauce języka. Cały warsztat służy poznawaniu siebie i odkrywaniu możliwości. Nie uczymy się na nim języka! Eksplorujemy swoje słabe i mocne strony, po to żeby lepiej sobie poradzić z nauką i żeby wreszcie poczuć satysfakcję z już osiągniętych umiejętności.

No właśnie – co nam może pomóc?
Sytuacje, w których mogę i nie mogę się uczyć. I sposoby, w jakie mogę lub nie mogę się uczyć. Niektórzy są wzrokowcami, inni słuchowcami - to warto sprawdzić. Jeśli ktoś na siłę uczy się z kaset, a bardziej trafia do niego słowo pisane, bo jest typem wizualnym, będzie się uczył nieefektywnie. Poza tym warto szukać sprzyjającej atmosfery. Czasem pomaga nastrój, czasem osoba, która nas uczy. Lepiej nie upierać się, że na przykład muszę się nauczyć w dużej grupie, bo tak jest taniej, jeśli jestem indywidualistą i źle czuję się w jakichkolwiek grupach. Albo, że będę chodził do tego nauczyciela, bo podobno jest dobry, a czuję że nadajemy na zupełnie innej fali.

Co jeszcze może nas mobilizować do nauki?
Nagroda. Odpowiedź na pytanie - dlaczego to robię i czy mam z tego jakąś satysfakcję. To jest kwestia podejścia i na warsztatach szukamy tego podejścia. Szukamy nagrody, żeby nauki języka obcego nie traktować jako koszmarnego, ciężkiego obowiązku.

Czym możemy się nagrodzić?
Dla każdego może to być coś innego. Ciekawa, fajna książka. To, że język którego się uczę, bardzo mi się podoba. Niektórzy lubią francuski, jego melodię. Ktoś inny może się cieszyć, że zaczyna formułować bardziej złożone zdania, albo wręcz odwrotnie – umie już zwięźle powiedzieć o co mu chodzi. Potrafi dogadać się za granicą z cudzoziemcem, choć niekoniecznie jeszcze z tym, którego jest to język ojczysty. Najważniejsze, żeby mówienie było przyjemnością, a nie karą i żeby bez oporów w każdej sytuacji próbować używać obcego języka zamiast oblewać się rumieńcem, gdy ktoś na ulicy zapyta w obcym języku o drogę. To próbujemy osiągnąć na warsztatach.

Albo, że pokonaliśmy już jakiś etap nauki?
Tak, ale nie warto zakładać sztywno, że zrobimy to w jakimś konkretnym czasie.Trzeba sobie zdawać sprawę, że język to doświadczenie. Nauka języka nie jest suchym nauczeniem się słówek czy też konstrukcji zdań. Nauczenie się tego nie sprawi, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, osiągniemy finalny efekt. Nauka języka niewiele ma wspólnego z naukami ścisłymi. To humanistyka. Najważniejszy jest konkretny człowiek z całą swoją złożonością.

Rozmawiała Aleksandra Malinowska 


MARZENA WASILEWSKA - lingwistka, tłumaczka i lektorka angielskiego oraz  terapeutka pracy z procesem. (Lingwistyka stosowana ze specjalnością angielski i rosyjski UW, psychologia WSFiZ, Cambridge Proficiency English, obecnie zajmuje się badaniami nad świadomością w laboratorium psychofizjologii prof. dr hab. Piotra Jaśkowskiego, prowadzi warsztaty rozwoju osobowości przy Instytucie Badań Literackich PAN oraz indywidualne konsultacje lingwistyczne i sesje terapeutyczne.)
www.masterschool.pl.tl; www.angielski-psychologia.pl


Świat to Ty Strona do druku Wyslij link z adresem artykulu
13.03.2008.
Uderzeniowa dawka doznań. Wspinasz się z plecakiem pod wielką górę, śpisz na pustyni pod gołym niebem, jedziesz na dachu autobusu i boisz się, że spadniesz. Mierzysz się ze swoimi słabościami, ograniczeniami. Wychodzisz z ram codziennego życia. Tak naprawdę mierzysz się ze sobą. Po co? By zmienić siebie, by się rozwinąć. Po to jest Experience Expeditions - warsztaty psychologiczne w odległych kulturowo zakątkach świata. W wywiadzie dla Musu mówi o nich ich twórca psychoterapeuta Tomasz Teodorczyk.

fot. T. Teodorczyk, Buddyjskie stupy na Kunzum La (4600 m), Him







Buddyjskie stupy na Kunzum La (4600 m),
Himachal Pradesh, Indie
fot. T. Teodorczyk




ALEKSANDRA MALINOWSKA, Mus: Warsztaty psychologiczne w indyjskich Himalajach, Etiopii, Peru czy Nepalu? Dlaczego tak daleko?

TOMASZ TEODORCZYK, psychoterapeuta: Experience Expeditions, które organizujemy od 2,5 roku, są połączeniem wyprawy podróżniczej z warsztatem psychologicznym. Nasza koncepcja jest odpowiedzią na poszukiwania zmiany tożsamości człowieka. Ta zmiana jest konieczna do tego, żeby człowiek się rozwijał. Dlatego tak daleko, bo tam można łatwiej sięgnąć do różnych aspektów, których normalnie nie używamy. Kiedy uwiązani jesteśmy w swoich ramach zarówno środowiskowych, jak i społecznych, kulturowych, nawet narodowych, nasze zwyczajowe style funkcjonowania są podtrzymywane. W tych ramach nie ma rozwoju. Zetknięcie się z innymi kulturami w sensie nie tylko podróżniczym, ale i psychologicznym, to okoliczność sprzyjająca temu, by ramy tożsamości poszerzyć i dać ludziom nowe doświadczenia i inspiracje potrzebne do rozwoju.

Wasze hasło brzmi „Świat to Ty”.
To jest kawałek myślenia globalnego, zakładającego że człowiek jest częścią świata. Nawet więcej – człowiek jest światem i w tym świecie może odnaleźć siebie. Jak pojedzie i zobaczy ten świat, przekona się że to nie pocztówka i naprawdę przeżyje doświadczenie kontaktu z innymi kulturami, odkryje że na swój sposób jest również  tą kulturą, tylko o tym nie wiedział. Jak odkryje w sobie Hindusa, Etiopczyka, to będzie mu łatwiej myśleć w innych  kategoriach. To jest jeden z obszarów psychoterapii zorientowanej na proces , metody w której pracujemy.

Jak organizujecie wyjazdy?
W tej chwili jeździmy w cztery miejsca: w Himalaje indyjskie, do Nepalu, Etiopii i  Peru. Mamy też parę innych miejsc w planach. Grupy liczą do 10 osób, wyjeżdżamy na 16-20 dni. Każdy wyjazd ma swoją psychologiczną tematykę. Na przykład w Himalaje jedziemy pod hasłem „Czas zmiany”, a do Etiopii - „Inne wymiary życia”. Jeździ z nami zawodowy podróżnik z biura podróży, który zna te miejsca od podszewki. Ale wybieramy je my, czyli psychologowie z Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces, tak by były zgodne z tym, co chcemy psychologicznie osiągnąć. Muszą być urozmaicone, jeśli chodzi o doświadczenia. To muszą być miejsca, gdzie jest i kultura, i natura, i ludzie, a także inne sposoby rozumienia czasu oraz przestrzeni.

fot. T. Teodorczyk, Machu Picchu, Peru











Machu Picchu, Peru
fot. T. Teodorczyk




Żeby było jak najwięcej doznań?

Tak. To jest wyprawa po doświadczenie. Chodzi o to, żeby złapać jak największą dawkę doświadczeń z różnych sfer. Ale takich doświadczeń, które uczestnik podróży jest w stanie przełożyć na siebie i swoje życie. Dbamy o to, żeby na przykład miał kontakt z tamtejszymi ludźmi. Chodzimy po ich domostwach, oglądamy, spotkamy się z nimi.

Odwiedzacie też miejsca, w których można się odizolować? 
Też. Miejsca, gdzie można zmierzyć się ze sobą. Ze swoimi słabościami, ze swoimi granicami wytrzymałościowymi. Dlatego na przykład wchodzimy na 5200 metrów czy też jedziemy na pustynię. W Nepalu mamy 9-dniowy treking pod Annapurnę. Ale na tej zasadzie, że to jest droga - kto wejdzie, ten wejdzie. Kto nie – ma doświadczenie mierzenia się z własnymi ograniczeniami. Stwarzamy możliwość doświadczania niezwykłych miejsc – jesteśmy na przedziwnych pustyniach, w skalnych klasztorach, buddyjskich świątyniach. Jest tego dużo – religia, kultura, rytuały, obyczaje, ludzie.

W tym wszystkim ważna jest chyba inność?
Bardzo, na przykład inne sposoby rozumienia czasu. Proszę sobie wyobrazić, że w Etiopii mają w tej chwili 2000 rok. Ale to mało - rok się u nich zaczyna 11 września. A żeby było śmiejszniej - mają 13 miesięcy. A żeby było jeszcze śmieszniej - godziną zerową jest szósta rano. Totalny odjazd, wszystko jest inaczej.

Po co nam ta inność?
Żeby spojrzeć na życie od innej strony. Jak jesteśmy tutaj, to wydaje się nam że to jest ważne, czy tamto jest ważne. Jak jesteśmy w Etiopii, zmienia się optyka. Okazuje się, że rzeczy, o których wcale nie myślimy, stają się sprawami absolutnie fundamentalnymi. Ludzie odkrywają ważność różnych rzeczy, doświadczają też swojej wielowymiarowości.

fot. T. Teodorczyk, Etiopka z plemienia Tigre














Etiopka z plemienia Tigre
fot. T. Teodorczyk



Po co?

Wszystko po to, żeby rozbić wewnętrzny stereotyp tożsamości w myśleniu o sobie. Dopóki widzimy, że nasz świat, nasze życie i nasze możliwości są zamknięte w naszych codziennych ramach, dopóty szalenie trudno jest nam się rozwinąć. Tam mamy okazję doświadczyć na sobie, że tych możliwości jest znacznie więcej. Że można inaczej patrzeć na czas, inaczej odczuwać przestrzeń, że można żyć w zupełnie innych warunkach. Jeżeli to naprawdę się przeżyje, nie tylko zobaczy czy przeczyta, wtedy w człowieku coś „zaklikuje”. Myśli sobie: „A może fajnie by było, żeby...”.  Wtedy łatwiej jest dokonywać zmian po powrocie.

Jakich zmian?
Zawsze przed wyjazdem spotykamy się z grupą, żeby zobaczyć w jakim miejscu życiowo-psychologicznym każdy uczestnik się znajduje. Jeden potrzebuje zmienić cały swój sposób odniesienia do pracy, inny potrzebuje zmiany w relacjach, jeszcze ktoś inny jest w miejscu kryzysu środka życia i zupełnie nie wie co robić. Ale w dużej mierze jest tak, że dopiero po powrocie uświadamiają sobie, że potrzebują zmienić dużo, dużo więcej.

Zdaje się, że Experience Expeditions to dawka uderzeniowa?
Uderzeniowa, absolutnie. To jest trochę tak jest z terapią. Przychodzi człowiek i mówi, że ma problemy z żoną, albo z dziećmi, albo z pracy go wyrzucili, ale to tylko wyjściowy kłopot. To, co naprawdę potrzebuje zmienić, jest na końcu. Na wyprawach jest tak samo.

Jak wyglądają zajęcia warsztatowe w warunkach podróży?
Różnie. Na przykład rano uczestnicy dostają do wykonania jakieś zadanie wewnętrzne. Dajmy na to, mają obserwować ludzkie twarze, zastanowić się, co ich w nich przestrasza, fascynuje, przyciąga. Albo domostwa. Potem wieczorem się spotykamy i pracujemy nad tym doświadczeniem. Pracujemy indywidualnie, grupowo, w parach. Nie ma sztywnego programu. Jeśli widzę, że grupa potrzebuje jakiegoś typu doświadczenia, którego nie było w programie, idę do pilota i myślimy jak im je zapewnić.

fot. T. Teodoczyk, Annapurna Base Camp (4100 m), Nepal












Annapurna Base Camp (4100 m), Nepal
fot. T. Teodorczyk



Spotykacie się po powrocie?

Są spotkania powyjazdowe. Doświadczenia takich wypraw bardzo  szybko zbliżają ludzi. Wspólnie przecież mierzą się, idąc z plecakami pod wielką górą, jadą na dachu autobusu i boją się że spadną albo śpią na pustyni pod gołym niebem. Oni potem potrzebują się spotkać, podzielić doświadczeniami. Część z nich wchodzi z nami w bliższy kontakt - bierze udział w warsztatach, szkoleniach, nawet programach licencyjnych. 

A życie tych ludzi? Zmienia się?
Oczywiście. Ktoś na przykład czuł się uwiązany do domu, w którym mieszkał, sprzedaje go, wyprowadza się w inne miejsce. Ktoś się rozwodzi, ktoś zmienia pracę. Mamy też małżeństwa, które są wynikiem wyjazdu. To są duże zmiany.

A panu osobiście co te wyprawy dają?
Przede wszystkim dają mi poczucie mierzenia się z dużym wyzwaniem. Bywa ono czasem trudne, bo tam nie ma przebacz. Tam człowiek się sprawdzi albo nie. Zwykle psycholog chowa się za rolą, za wiedzą, którą ma, za formułą relacji terapeutycznej. A tam jestem obserwowany 24 godziny na dobę i muszę być z uczestnikami w stałym i prawdziwym kontakcie. Program jest, ale zmienia się wielokrotnie. Każdego dnia muszę się zastanawiać czy to, co sobie wymyśliłem, jest na ten moment dobre. Ciągły alert. 

To chyba fajne? I rozwijające?
Super! Mam wrażenie, że odkąd zacząłem wyjeżdżać rozwinąłem się jako terapeuta. Mam poczucie, że lepiej rozumiem to, co z ludźmi się dzieje. Szybciej to widzę i bardziej patrzę poprzez rzeczy.

Rozmawiała Aleksandra Malinowska

TOMASZ TEODORCZYK – dyplomowany terapeuta i nauczyciel pracy z procesem RS POP w Zurichu. Stworzył Akademię Psychologii Zorientowanej na proces. Tworzy i prowadzi wyjazdy psychologiczno-rozwojowe Experience Expeditions w odległe kulturowo zakątki świata. Tłumacz książek A.Mindella oraz autor artykułów o pracy z procesem. Współtwórca projektów artystyczno-psychologicznych. Więcej informacji „Who is Who w Polsce 2005” i nast. lub www.whoiswho.com.pl sekcja wyszukiwania biografii.

O Experience Expeditions i innych warsztatach Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces przeczytasz na www.akademiapop.org

CZYTAJ TEŻ W MUSIE:


O warsztatach:
Peru
- kontrasty w życiu i relacjach
Zrozumieć emocje

Tekst Tomasza Teodorczyka
Psychologia Zorientowana na Proces 

Spójrz wrogowi prosto w oczy

 

Rosnące zainteresowanie psychoneuroimmunologią podyktowane jest między innymi tym, że dostarcza nam ona nowych narzędzi do radzenia sobie z chorobami i stresem. Odkrycia ostatnich 20 lat są bardzo obiecujące. Mówią nam, że w sprawie odporności na stres i choroby mamy więcej do powiedzenia, niż nam się wydawało. Nasza psychika to potężny sojusznik, który może nam umożliwić zdrowe, godne życie, – jeżeli potrafimy skorzystać z pomocy, którą oferuje.

Pojęcie stresu liczy sobie około 50 lat. Nasz wiedza o stresie szybko się wzbogaca. Wraz z nią zmienia się podejście do zapobiegania i leczenia skutków stresu. Ostatnie 20 lat przyniosło możliwość zrewidowania poglądów na stres i wypróbowania nowych, efektywniejszych metod. Dzięki temu podejściu możemy na zjawisko stresu i na naszą rolę w kształtowaniu własnej odporności patrzeć bardziej optymistycznie.
Dawniejsze poglądy na stres


Ogólnie przyjęty, "klasyczny" sposób widzenia stresu pochodzi z dwóch etapów badań. Pierwszy rozwinął w latach 50-tych Hans Selye. Drugi, zrodzony w latach 60-tych zainicjowali Thomas Holmes i Richard Rahe, psychiatrzy z Washington University w Seattle. O ile w ujęciu Selye stres opisany jest jako naturalne, konieczne zjawisko, jako część naszego życia, to alternatywna koncepcja stresu przedstawia stres jako zło konieczne, jako zagrożenie. Holmes i Rahe bazują na pojęciu stresorów, wydarzeń życiowych, które wymagają od nas przystosowania, (czyli powodują stres).

Holmes i Rahe udowodnili statystyczny związek pomiędzy stresorami a chorobą. Od tego momentu utarło się przekonanie, że stres jest zły, należy go unikać. W ten sposób znaleźliśmy się w defensywie, starając się unikać tego, czego uniknąć nie można, i poświęcając uwagę minimalizacji skutków stresu zamiast uczyć się z nim żyć. To trochę tak jakby marynarz unikał morza. A już Selye powiedział "bez stresu nie byłoby życia."
Współczesne poglądy na stres


Z nowszych badań wynika, że to, czy zachorujemy z powodu stresu zależy od tego, jak będziemy reagować, co będziemy czuć, co myśleć, jak się zachowamy. Współcześni badacze stresu zorientowani na jedność ciała/umysłu odkryli, że kluczowym czynnikiem jest siła naszej psychiki przejawiająca się m.in. tym, że potrafimy korzystać z własnych zasobów psychofizycznych.
Osobowość immunologicznie silna


Henry Dreher zebrał wyniki badań naukowych z pogranicza immunologii i psychologii, wykonanych przez uznanych psychologów amerykańskich. Badania te dotyczą siedmiu aspektów osobowości, które sprzyjają odporności na stres. Aspekty te wyrażają się w konkretnych postawach i zachowaniach. Ich krótki opis z podaniem źródeł przytoczono poniżej. Ósma cecha pochodzi od Johna Kabat-Zina, który od ponad dwudziestu lat metodą autorską pomaga ludziom uleczyć skutki stresu. Dreher nazywa sumę tych konstruktywnych cech i postaw "osobowością silną immunologicznie" (Immune Power Personality).
Osiem cech decydujących o zdrowiu
 
1.                             Wrażliwość na sygnały wewnętrzne

Dr Gary E. Schwartz, psycholog z Arizona University odkrył, że ludzie, którzy rozpoznają sygnały ciała/umysłu, takie jak dyskomfort, ból, zmęczenie, złe samopoczucie, smutek, gniew i przyjemność lepiej sobie radzą psychiczne, mają lepszy profil immunologiczny i zdrowszy układ krążenia. Schwarz opisał trzy aspekty tej cechy nadając jej zbiorczą nazwę "czynnik ACE". Tak więc czynnik ACE posiada trzy fazy: uświadomić sobie, połączyć, wyrazić (Attend, Connect, Express). Naszym atutem (ACE czyli as) jest zdolność do słuchania własnego organizmu (Attend), zrozumienia sygnałów w kontekście naszego życia (Connect) i dokonanie koniecznych zmian (Express).
2.                             Zdolność do zwierzeń

Dr James W. Pennebaker, psycholog z Southern Methodist University w Dallas, Texas wykazał, zwierzanie się jest zdrowe. Ludzie, którzy ujawniają swoje sekrety, urazy i uczucia względem samych siebie i innych mają żywsze reakcje immunologiczne, zdrowsze profile psychologiczne i znacznie rzadziej chorują.
3.                             Siła charakteru

Dr Suzanne Ouellette, psycholog z City University, New York skoncentrowała się na sile charakteru (hardiness). Wyróżniła w niej 3 elementy (3C). Nazwała je zaangażowanie, kontrola, wyzwanie (Commitment, Control, Challenge). Przez zaangażowanie Quelette rozumie aktywne włączanie się w pracę, twórcze działanie oraz żywe związki z ludźmi. Kontrola oznacza tu poczucie, że możemy wpływać na jakość własnego życia, zdrowia i sytuację społeczną. Wyzwanie to postawa, która traktuje sytuacje stresujące nie jako zagrożenie lecz jako sposobność do korzystnych zmian, do rozwoju. Ludzie obdarzeni tymi cechami rzadziej chorują i mają silniejszy układ immunologiczny.
4.                             Asertywność

Lekarz Dr G. F. Solomon, jeden z pionierów psychoneuroimmunologii udowodnił w serii badań spełniających wysokie naukowe standardy, że ludzie, którzy wyrażają swoje potrzeby i uczucia mają silniejszy i bardziej zrównoważony układ immunologiczny, oraz łatwiej opierają się chorobom immunologicznym, takim jak reumatoidalne zapalenie stawów, czy też AIDS. Zauważono także powiązanie między siłą immunologiczną a zdolnością odnalezienia sensu życia w stresujących okolicznościach.
5.                             Tworzenie związków opartych na miłości

Dr David Mc Clelland, światowej sławy psycholog z Boston University wykazał, że ludzie o silnej motywacji do tworzenia związków opartych na miłości i zaufaniu mają bardziej żywotne systemy immunologiczne i mniej chorują.
6.                             Zdrowe pomaganie

Allan Luks z Institute of Advanced Health badał uzdrawiającą moc altruizmu. Pokazał on, że osoby zaangażowane w pomaganie innym zyskują korzyści nie tylko w sferze psychicznej czy duchowej, lecz także w sferze fizycznej. Ci ludzie mniej chorują.
7.                             Wszechstronność i integracja

Patricia Linville, psycholog z Duke University wykazała, że ludzie, których osobowość posiada różnorodne aspekty lepiej znoszą trudne sytuacje życiowe. Są odporniejsi na stres, depresję, fizyczne symptomy, grypę i inne choroby w obliczu stresujących wydarzeń życiowych. Mają także większe poczucie własnej wartości. Tę cechę można nazwać aspektem "zdrowej Hydry". Kluczem do dobrego funkcjonowania jest integracja różnych aspektów osobowości.
8.                             Uważność – skupiony umysł

Dr. Jon Kabat-Zin, lekarz z University of Massachusetts Medical Centre od ponad 20 lat pomaga ludziom uleczyć symptomy stresu przy pomocy programu Stress Reduction and Relaxation Program (SR&RP czyli "stress clinic"). Jak zademonstrował Kabat-Zin na tysiącach pacjentów, trening skupionego umysłu wydatnie pomaga w radzeniu sobie ze stresem, bólem i chorobą. Zwiększa szanse na uleczenie i sprzyja rozwojowi człowieka.
 
Czego nas uczy psychoimmunologia?


Spróbujmy podsumować te odkrycia. O naszym zdrowiu i tolerancji na stres decydują nasze postawy psychiczne. Świadomie je kształtując możemy wydatnie poprawiać jakość naszego życia. Psychoimmunologia dostarcza konkretnych wskazówek, którymi aspektami naszego życia warto się zająć.

Model zdrowego życia, który wyłania się z powyższych badań można dla wygody podzielić na cztery obszary, "cztery filary zdrowia". Moc tych czterech obszarów przekłada się na silny system immunologiczny, a więc dobrą tolerancję stresu i odporność na choroby.
*                            Uważność

Uważność to zdolność do skupiania uwagi na „tu i teraz”, na tym, w co jesteśmy aktualnie zaangażowani – na pracy, kontakcie z drugim człowiekiem, na każdej czynności, na realiach życia. Przeciwieństwem uważności jest nieobecność, gubienie się w myślach dotyczących przeszłości i przyszłości. Uważność to także pamiętanie o różnych aspektach naszego życia, o potrzebach naszych i potrzebach innych ludzi, dbanie o nasze relacje.
*                            Asertywność

Asertywność to moc wynikająca z poczucia własnej wartości i własnych praw, gotowość domagania się ich i walczenia o nie. Jednocześnie jest to traktowanie innych ludzi w sposób partnerski, jako równych sobie, i respektowanie ich praw. Człowiek asertywny nie rezygnuje z zaspokojenia własnych potrzeb, nie usuwa się w cień, nie oddaje innym swojego miejsca w świecie.
*                            Zdrowe związki

Jest to łatwość nawiązywania głębszych relacji (partnerstwo, przyjaźń, rodzicielstwo) bazujących na bezwarunkowej miłości. Związki te są oparte na ufności i są bezinteresowne. Nie bazują na sfrustrowanej potrzebie dominacji czy też niezaspokojonej potrzebie bezpieczeństwa i opieki. Naturalnym wyrazem miłości jest zdrowe pomaganie innym (ale nie własnym kosztem) i altruizm.
*                            Wszechstronność i integracja

Jest to posiadanie różnorodnych aspektów osobowości, często na pozór niezgadzających się ze sobą. Są one wyrażane przez różnorakie zainteresowania i role w różnych dziedzinach życia – jako zainteresowania zawodowe, pozazawodowe, zamiłowania, hobby, praca charytatywna, twórczość artystyczna, podróże etc. Można o nich mówić jako o podosobowościach. Bardzo istotna jest tutaj integracja tych rozmaitych aspektów, zapewniająca nie tylko różnorodność ale i ciągłość, spójność osobowości.
 
Jak można wzmocnić cztery filary zdrowia?


Cztery filary zdrowia można świadomie wzmacniać. Wzmacnianie zdrowych cech wymaga pracy nad sobą i regularnej praktyki. Trening pod kierunkiem psychologa może przyspieszyć ten proces. Dobrą metodą jest rozpoczynanie od prostych podstawowych kompetencji, możliwych do nauczenia w jeden weekend.

Przykładem może tu być umiejętność koncentracji umysłu przez dłuższy czas, często ułatwiona przez kontakt z własnym ciałem, przez ugruntowanie i prawidłowy oddech. Od tego rozpoczyna się trening uważności. Podstawowe kompetencje należy wzmacniać przez regularną praktykę. Praktyka prowadzi do konstruktywnych przyzwyczajeń. Z czasem prowadzi to do głębokiej zmiany postaw na bardziej konstruktywne.

Taki trening powinien być oparty na zasadzie: od prostych kompetencji do trwałych, konstruktywnych postaw przynoszących siłę i zdrowie.
 
 
Wtorek, 15 lipca 2008

Dlaczego jesteśmy szczęśliwi?

Wprost 10:24


Dołączyliśmy do gona największych optymistów w Europie.
(fot. JupiterImages/EAST NEWS)
W ciągu ostatnich kilku lat dołączyliśmy do grona największych optymistów (i przy tym szczęśliwców) naszego kontynentu. A pod względem tempa przybywania optymistów nie mamy sobie równych - pisze "Wprost".

Powszechny optymizm Polaków ogromnie kontrastuje z posępnym obrazem naszej rzeczywistości kreowanym przez dużą część elit, szczególnie intelektualistów i dziennikarzy. Bo ten posępny obraz pozwala im manipulować zbiorowymi emocjami, a z nich samych czyni inżynierów dusz. Problem w tym, że coraz częściej manipulują oni kolegami po fachu i samymi sobą, bo Polacy nie chcą być w to wciągani.

Z najnowszych badań Eurobarometru, przeprowadzonych na zlecenie Komisji Europejskiej wynika, że to Polacy (63%) spośród narodów Unii Europejskiej są przekonani, iż sprawy w Unii Europejskiej idą w dobrym kierunku. Aż 55 % z nas uważa, że również w kraju dzieje się dobrze. Dla porównania, podobnego zdania jest tylko 25 % Brytyjczyków, 23% Francuzów, 9% Włochów i zaledwie 4% Węgrów - Jak nie być optymistą, gdy zarabiamy coraz lepiej, złoty jest coraz silniejszy, mamy pewną pracę i swobodę wyboru sposobu życia - przekonuje Jarosław Górski, ekonomista z Instytutu Sobieskiego.

Aż 95% Polaków jest zadowolonych ze swojego życia. Tylko 4 % na nie narzeka. Za optymistów uważa się aż 78% naszych rodaków. Rosnący optymizm Polaków zauważają osoby od lat mieszkające w naszym kraju. Paolo Cozza, który 13 lat temu przeprowadził się do Polski, uważa, ze przeszliśmy prawdziwą rewolucję. - Na początku polscy znajomi dziwili się mojemu dobremu nastrojowi. Ta radość życia wręcz wydawała im się podejrzana. Dzisiaj coraz więcej Polaków demonstruje dobry nastrój. To jest jak pozytywna epidemia. - mówi pochodzący z Włoch dziennikarz.

Co takiego się stało, że Polacy, powszechnie uważani za malkontentów, z taka nadzieją zaczęli spoglądać w przyszłość? Przede wszystkim poprawiła się nasza sytuacja materialna. Poziom życia Polaków poszybował w górę po wejściu do Unii Europejskiej. Tylko w ostatnim roku płace wzrosły o 12 %, podczas gdy w pozostałych krajach regionu o 3-5%. Chociaż naszym zarobkom jeszcze daleko do tych w starych krajach UE, to są one na tyle wysokie, że wystarczają na podróże, uczestnictwo we wszelkiego typu imprezach czy dokształcanie się.

Złoty jest coraz mocniejszy, a więc możemy za niego kupić więcej importowanych produktów. W przeddzień wejścia Polski do Unii za Euro trzeba było zapłacić 4,8 zł, za dolara 4 zł, a za funta 7,1 zł. Teraz Euro kosztuje 3,2 zł, dolar 2 zł, a funt 4,1 zł. Efekt? Jeszcze w 2003 r. średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw wynosiła 537 euro. Dziś jest to już 850 euro.

W przeciwieństwie do zblazowanych Niemców, Francuzów czy Brytyjczyków, przyzwyczajonych do plazmowych telewizorów, konsol do gier, komputerów czy dobrego sprzętu muzycznego, Polacy cieszą się tym dostępnym teraz i dla nich luksusem. Ale przede wszystkim cieszymy się odzyskaną wolnością. Coraz szybciej nadrabiamy tez zapóźnienia technologiczne. - Nowe technologie pomogły nam w pozbyciu się bariery, która dzieliła nas od reszty Europy. Młode pokolenie Polaków nie ma już żadnych kompleksów wobec osob z zagranicy. Bez problemu nie tylko się z nimi komunikuje, ale także współpracuje przy różnych projektach. Internet jest naszym oknem na świat, wyciągnął nas z domów, zachęcił do podróżowania, a to przekłada się na wzrost efektywności gospodarczej - mówi Jacek Świderski, współtwórca portalu o2.pl.

Optymizmowi Polaków towarzyszy nie tylko brak zaufania do krajowej klasy politycznej, ale również generalna nieufność wobec ludzi. Tylko co dziesiąty z nas uważa, ze większości ludzi można ufać. Ponad połowa Polaków nie interesuje się dobrem ogólnym i ten wskaźnik się obniża. Za niezbędne do szczęścia uważamy zdrowie (65%), udane małżeństwo (55,8%), dzieci (44,9%), pieniądze (31%), pracę (30%). Na szarym końcu są wartości: Bóg i opatrzność (15,2 %), uczciwość (9,7 %).

Właśnie udane życie rodzinne wpływa na nasze poczucie szczęścia. Ze swoich partnerów zadowolonych jest aż 88 % Polaków a jeszcze więcej - 95 % ze swoich dzieci. Należymy także do narodów najbardziej zadowolonych z życia seksualnego. Satysfakcję z niego czerpie aż 9 na 10 dorosłych Polaków - wynika z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego. Natomiast z badań firmy Durex wynika również, że Polacy lubią się kochać. Trzech na pięciu Polaków powyżej 16 roku życia przyznaje, że osiąga orgazm. Zajmujemy pod tym względem czwarte miejsce na świecie, za Nigeryjczykami, Meksykanami oraz Hindusami.

Tagi: Nauka, Włochy

Rozmiar tekstu: standardowyRozmiar tekstu: średniRozmiar tekstu: duży

Obudzono pacjenta w stanie wegetatywnym

dzisiaj, 07:22 KLe / PAP

Po pięciu latach śpiączki pacjent ze szpitala w Wenecji, znajdujący się w stanie wegetatywnym, został z niej obudzony i przez 6 godzin rozumiał polecenia lekarzy i reagował na nie. O wydarzeniu tym poinformowała międzynarodowa prasa specjalistyczna.

Według relacji, zamieszczonej na łamach pisma "Neurorehabilitation and Neural Repair", wydawanego przez światową federację neurorehabilitacji, jest to jedyny na świecie przypadek przejściowego wybudzenia pacjenta ze stanu wegetatywnego przy pomocy przezczaszkowej stymulacji magnetycznej (Tms).

Pacjent ma 70 lat i w 2005 roku doznał wylewu krwi do mózgu. Po miesiącu odzyskał minimum świadomości; potrafi jedynie otworzyć oczy, skierować wzrok ku źródłu dźwięku lub śledzić ruch przedmiotu.

Celem badań było sprawdzenie, czy przezczaszkowa stymulacja magnetyczna może przyczynić się do zmiany stanu pacjenta. Po dwóch sesjach stał się on aktywniejszy; był w stanie mieć oczy otwarte, a ponadto wykonywał polecenia lekarza, by na przykład wziąć z jego ręki szklankę z wodą i przytknąć do swoich ust.

Taki stan trwał około 6 godzin po stymulacji, w siódmej mężczyzna już nie reagował na słowa ekipy medycznej.

- To pierwszy sygnał tego typu w literaturze międzynarodowej - powiedział dyrektor naukowy szpitala San Camillo w Wenecji profesor Leontyno Battistin.

- Wstępne rezultaty pozwalają sądzić, że pacjenci w stanie wegetatywnym lub z minimum świadomości mogą odpowiedzieć na tę stymulację, a zatem można sądzić, że Tms może odegrać rolę terapeutyczną w ich rehabilitacji poznawczej i motorycznej - dodał profesor Battistin, cytowany przez włoskie media.

Autor: KLe Źródła: PAP art. onet.pl dn. 10.12.2010r.

http://wiadomosci.onet.pl/nauka/obudzono-pacjenta-w-stanie-wegetatywnym,1,4020775,wiadomosc.html



 

 
  9743 Odwiedzający (18873 Wejścia) Wszystkie prawa zastrzeżone